czwartek, 4 czerwca 2015
Codziennie po części
D: Jasne.
Pytaj.
C: Jak to jest tak powoli umierać?
Codziennie po części?
Jeśli nie chcesz to nie odpowiadaj.
Przepraszam.
Nie chciałem być zbyt ciekawski..
D: Nie, spoko.
Odpowiem.
Czytałam kiedyś książkę, w której dziewczyna była tak jakby nawiedzana przez złą istotę.
Każdy dzień zaczynała od zadania sobie pewnych pytań.
Jak ma na imię, kim jest, czym się zajmuje itd.
Dla mnie tak wygląda umieranie.
Codziennie rano, zanim otworzę oczy, zadaję sobie kilka pytań, aby zobaczyć czy mój intruz nie zabrał mi kolejnej części mnie.
Jak mam na imię?
Klara
Ile mam lat?
18
Kim jestem?
Zwykłą dziewczyną, która ma swoje demony.
Jaki jest mój cel?
Zobaczyć kolejny wschód słońca.
A potem idę na dwór i obserwuję jak słońce pojawia się nad drzewami.
Wtedy nie umieram.
Wtedy jestem zdrowa.
C: Podziwiam Cię.
Ja bym chyba nie dał rady.
D: Po prostu nie chcę być bierna.
Umrę prędzej czy później.
I wolę żyć krócej a normalnie
niż jak w klatce.
C: Chciałbym się z Tb spotkać..
D: Nie chciałbyś.
Rozczarowałbyś się.
C: To niemożliwe.
Za bardzo Cię lubię..
wtorek, 12 maja 2015
Do zobaczenia w piekle
Myślisz, że masz jaja, bo podskakujesz jakiemuś kolesiowi, mając za sobą do obrony stado skretyniałych debili o inteligencji bliskiej zeru? Taa. To wybitnie odważne.
Wiesz co wymaga odwagi?
Przyznanie się do błędu, powiedzenie prawdy.
Samobójstwo.
Tak. To też. Może po części jest to też akt tchórzostwa, ucieczki przed problemami. Ale z drugiej strony, czy odważyłbyś zadać sam sobie ból związany z odchodzeniem z tego świata? I czy byłbyś w stanie skazać się na wieczne potępienie przez to co zrobiłeś?
Nic nie jest takie łatwe na jakie wygląda.
Już od roku tylko znaczę swoje ciało kolejnymi koronkami bólu, nie mając odwagi na zakończenie tego wszystkiego. Na zakończenie tej cholernej farsy zwanej potocznie życiem. Moim życiem.
Więc kolejny raz tylko tnę swoją skórę, patrząc na lejącą się krew.
Kiedyś będę dość odważna.
Wiem to.
Idę korytarzem z wysoko uniesioną głową. Mój wzrok obojętnie prześlizguje się po twarzach mijanych przeze mnie uczniów. Mają mnie za dziwadło, ale jednocześnie boją się mnie. Może dlatego, że jestem uważana za chorą psychicznie. Mówią, że moje oczy są puste jak oczy lalki.
Możliwe. We mnie też nie ma życia.
I wtedy zza rogu wychodzi On. Moje czarne oczy napotykają jego znienawidzone błękitne tęczówki. Tylko on nie odwraca głowy mijając mnie. I tylko widząc jego mam ochotę umknąć spojrzeniem.
Ale idę dalej, a za mną powiewają poły płaszcza. Jego spojrzenie staje się szydercze. A ja... Ja widząc go wprost nie mogę powstrzymać fali nienawiści i pogardy płynących z moich oczu. Musi je widzieć, bo po chwili udaje, że mnie nie dostrzega.
Jak ja nienawidzę Toma Harrisa.
Musiał dodać coś do mojego piwa. To niemożliwe, żeby trzy puszki wywarły na mnie taki efekt.
Całuje mnie w szyję, a zaraz potem w usta, gryząc moją skórę. Gdy jego zęby zaciskają się na mojej wardze czuję spływającą z niej krew. Jego ręce już dawno dostały się pod moją sukienkę, zdzierając ze mnie bieliznę. Chcę się od tego uwolnić, ale nie mogę.
- A teraz dasz mi to, na co czekam od roku - warczy.
Popycha mnie w róg pomieszczenia. Nogi uginają się pode mną, przez co moja głowa uderza z cichym trzaskiem w ścianę. Ból eksploduje w moim mózgu.
Zawsze tu się budzę. Pewnie dlatego, że w realu właśnie wtedy straciłam przytomność.
Tej nocy jest inaczej.
Idzie w moja stronę rozpinając spodnie. Ale ja nadal czuję swoje ciało. Dlatego, gdy przygniata mnie do podłogi i chwilę potem wbija się we mnie, ból zalewa mnie swoją falą. Jego zachrypnięte jęki rozkoszy budzą moje obrzydzenie. Ból pulsuje we mnie nieustannie, wciskając z oczu łzy a z gardła jęki bólu.
- No, mała. Spisałaś się - mówi opadając na mnie po ostatnim, głośniejszym jęku.
"Żałośnie krótko, Tom" - mówi podświadomość tej prawdziwej mnie.
Podnosi się, a tym razem ja robię to samo. Klęczy, a ja odchylam jego głowę wpijając się w jego usta i siadając na jego kolanach. Zaskoczony przyciska mnie do siebie, a ja czuję, że jego żałośnie mała męskość znów zaczyna twardnieć.
Wtedy zsuwam usta na jego szyję
i wgryzam się w jego krtań.
Zaczęłam się ciąć. I robię to do tej pory, nie mając odwagi aby zakończyć swoje marne życie.
Ale nie to jest najgorsze w tym wszystkim. Najgorsze jest to, że...
ja wciąż go kocham.
Kocham Toma.
Mojego pierwszego chłopaka. Mojego gwałciciela.
A jednocześnie nienawidzę go.
Najbardziej na świecie.
Ale czas z tym skończyć. Skończyć ze słabością. Już wiem, co zrobić.
Stałam się masochistką. Nic nie sprawia mi takiej przyjemności jak ból.
Wychodzę z wody i wycieram się. Tarcie ręcznikiem po nie do końca zagojonych ranach i bliznach, znajdujących się na udach, rękach brzuchu i biodrach, sprawia mi dodatkowy ból, którym rozkoszuję się jak kiedyś wódką.
Ubieram się w bordową, przylegającą sukienkę. Jej długie rękawy zasłaniają wszystkie blizny. Jest odpowiednio długa, by zakryć pamiątki na nogach, a jednocześnie wystarczająco krótka, żeby przyciągnąć spojrzenia chłopaków. Nie przejmuję się ciągle krwawiącymi ranami. Nie będzie widać tych plam. Nie na tej sukience. Zakładam botki na platformie, a na ramię zarzucam torebkę.
Nikt w domu nie zauważył mojego wyjścia. Jak zawsze.
Czuję na sobie jego spojrzenie, gdy wiję się na środku parkietu. Zawsze go do mnie ciągnęło. Tak jest i tym razem.
Jego ręce przyciągają do niego moje biodra. Wyciągam rękę nad głowę i paznokciami znaczę delikatnie drogę na jego szyi. Staje mu.
Odwraca mnie w swoją stronę i unosi moją twarz do góry. Chce się odsunąć, ale uniemożliwiam mu to, przeciągając go do siebie za pasek.
- Czego chcesz? Jeszcze ci mało? - Patrzy na mnie z pogardą.
- Tęskniłam - odpowiadam mu wprost do ucha, przygryzając je i napierając cyckami na jego klatę.
Podoba mu się. Wiem to. I wiem, że chce więcej. Przesuwam językiem po jego szyi, przygryzając coraz mocniej jego skórę.
Sadystką też jestem.
Łapię go za koszulę i ciągnę za sobą. Nawet się nie opiera. Żałosne. Wyprowadzam go na balkon. Nie obchodzi mnie, że ktoś z innego bloku może nas widzieć. Całuję Toma gryząc jego język do krwi. Odpowiada mi tym samym. Wzdycham zadowolona. Może mogłoby coś z tego wyjść. Może...
Ale już za późno.
Jego dłonie unoszą mnie, a za chwilę siedzę już na balustradzie. Znów go całuję, a jego dłonie zaciskają się na moich cyckach jak kiedyś. Tylko teraz ten ból sprawia mi przyjemność. Krew płynąca wcześniej z ran zdążyła zaschnąć i zlepić się z sukienką, więc gdy raptownie pociąga jej koniec trochę do góry, zrywa wraz z materiałem strupy. Z moich ust wyrywa się jęk rozkoszy wywołany tym bólem. Myśląc, że moja reakcja związana jest z jego działalnością, chłopak przyciska mnie do siebie. Nie wyprowadzam go z błędu. Jego ręka dotyka krwi gromadzącej się na mojej nodze.
- Co do..?
Nie pozwalam mu zwracać na to uwagi. Wpijam się w jego usta kierując jego ręce na swoją talię. Niech sobie wędrują. Rozpinam jego pasek.
- Patrzę, że się podszkoliłaś.
Popycham go gwałtownie do tyłu. Ląduje tyłkiem na betonie. Chwilę potem siedzę już na nim. Ledwie czuję, że we mnie jest.
- Dobrze, maleńka.
To jest żałosne. Stęka i jęczy z rozkoszy, a ja nawet nic nie czuję. Żadnego bólu. Nic.
Czuję, jak jakieś ciepło rozlewa się we mnie. Znów doszedł w minutę. Jedną ręką łapię go za brodę, drugą wplatam w jego włosy z tyłu głowy. Odrywam swoje usta od jego.
czwartek, 7 maja 2015
Finito!
Dzisiaj miałam ostatnie matury pisemne. Wolność, kurde, wolność! Wreszcie! Teraz już tylko ustne.
Wakacje czas zacząć :D
A tak przy okazji, obiecałam komuś, że coś tu napiszę, więc...
MOJA KOCHANA, ALE WREDNA I ŁAJZOWATA SIOSTRA MNIE ZOSTAWIA!
Mówiłam Ci, że to napiszę ;p
wtorek, 5 maja 2015
Kolejny odstrzał
Chcecie jakąś historię?
A może rozkminę na jakiś temat?
Pomysły możecie zgłaszać w komentarzach albo pisząc na 'mejla' xD
niedziela, 3 maja 2015
Potwory
Ona zawsze jest grzeczna.
Siedzi w pierwszej ławce i uśmiecha się do nauczycieli. Porządnie ubrana, włosy zaplecione w warkocz. Bardzo grzeczna dziewczynka.
Jak bardzo wygląd może być mylący...
Ta grzeczna dziewczynka wewnątrz wcale nie jest taka ładna. Gdy uśmiecha się do nauczycieli wspomina widok wytrzeszczonych oczu kota, którego powiesiła mając 6 lat. Tak zabawnie się miotał, zanim zesztywniał zupełnie. I te jego piski...
Potrząsa głową wracając do rzeczywistości. Profesor znów spogląda na nią zadowolony. Przecież jest najlepszą uczennicą.
Znów odpływa wgłąb swojego umysłu. Uśmiech się do niej, jakby ją lubił. Jakby był zadowolony. Jak on może? Przecież ten cholerny belfer postawił jej tylko dobrą ocenę z pracy domowej. Dobrą! Przecież powinna dostać bardzo dobrą ocenę. A może i lepszą...
Pasjonuje się ogrodnictwem. Wie o tym, bo powiedział im to na jednej z luźniejszych lekcji. I widziała go pewnego dnia, gdy szła do sklepu. Przycinał gałęzie wielkim, błyszczącym sekatorem. I ten blask odbity od ostrej powierzchni...
Na myśl o spływającej po ostrzach krwi czuje przyjemny dreszcz. Zamyka na chwilę oczy delektując się tą myślą i obrazem widzianym pod powiekami. Takie narzędzie przy odrobinie wysiłku przecięłyby nawet kość. Jeden ruch i nie ma palca. Wyobrażony krzyk odbija się echem w jej umyśle. Znów zamyka oczy delektując się tym przyjemnym uczuciem rozchodzącym się po całym ciele. Kolejny ruch i nie ma kolejnego palca. A nawet dwóch. Jak wtedy, gdy ucięła ogon psu brata. Wyobrażony krzyk belfra miesza się ze wspomnianym skowytem zwierzęcia.
Jej oddech staje się ciężki i lekko przyspiesza. Oj... Ten krzyk zaczyna ją drażnić. Powoli blokuje mu głowę. Nie może nią ruszyć i tylko wpatruje się w nią z tym przerażeniem w oczach. Powoli otwiera mu usta...
Dzwonek wyrywa ją z marzeń.
No tak. Jest w klasie. Na lekcji. Uśmiecha się szeroko do profesora. Jeszcze nic nie jest skończone.
Muzyka klubowa wwierca się w jej uszy niemalże powodując ból. To takie przyjemne. Niemalże tak bardzo jak widok przestraszonych oczu brata, gdy przyszła do domu. Nadal majej za złe, że oblała jego dziewczynę gorącym tłuszczem. Ale musiała to zrobić. Przecież tamta z tym swoim uśmiechem i gładką skórą była prawie tak samo ładna jak ona sama. Przynajmniej teraz żaden z chłopaków się za nią nie obejrzy.
Siada przy barze i zamawia sok wiśniowy. W tym świetle tak bardzo przypomina on krew.
- Witaj, ognistowłosa.
Słysząc lekko zachrypnięty, męski głos zastyga na moment. No tak. Dzisiaj założyła czerwoną perukę. Włoski na karku stają jej dęba. Jak przyjemnie byłoby poczuć nóż na gardle. Ale ci wszyscy ludzie nie mają wyobraźni. Nie wiedzą, jakie to może być przyjemne.
- Witaj, przystojniaku - odpowiada zachrypniętym głosem.
- Mogę postawić ci drinka, piękna?
- Możesz.
Ma jakieś 20 lat. Tacy są najlepsi. Nie myślą mózgiem tylko hormonami. Tak łatwo nimi manipulować... Tak. Będzie dobry na dzisiaj.
Wódka z sokiem wywołuje pieczenie w jej gardle, ale to tylko zaostrza jej apetyt.
- Możesz ze mną zrobić, co tylko zechcesz - szepcze mu do ucha i rusza na parkiet kręcąc biodrami. Chłopak natychmiast rusza za nią. To takie łatwe do przewidzenia... Czuje jego dłonie na tyłku. To będzie łatwy zawodnik.
Idą prosto do małego magazynu w pobliżu sceny. Nikt tam nie zagląda, a muzyka jest tam tak głośna, że zagłusza wszystkie inne dźwięki.
Ledwie zamykają się za nimi drzwi, on już przyciąga ją do siebie i całuje. Jego ręce wędrują pod krótką spódnicę dziewczyny.
- Nie tak szybko. Mamy dzisiaj trochę inne plany - szepcze do niego. Oplata go rękami i nogami. Widząc jego pytające spojrzenie całuje go w szyję.
- Dobrze, mała.
Jego początkowe westchnienie zamienia się z skowyt, gdy zaciska zęby poniżej ucha. Jego ręce odpychają ją, ale ból i opór tylko ją rozpala. Zaciska zęby jeszcze trochę mocniej, a jego krew wypełnia jej usta.
Strach zawsze dodaje sił. Teraz też, bo chłopak zrzuca ją z siebie i przyciska rękę do rany.
- Pojebało cię dziwko?! Od czubków uciekłaś?!
Wybiega z magazynu. Ale ona już tego nie zauważa. Opiera się o jedną ze ścian i rozkoszuje się uczuciem krwi spływającej jej po brodzie i szyi. Jej metaliczny smak jest jak afrodyzjak. Oddycha ciężko i nierówno. Taką przyjemność czuła ostatnio wtedy, gdy przeleciała tu tego tamtego blondyna. Tego, który dał jej w twarz, gdy podrapała mu dla rozrywki plecy. To nic, że później wbiła mu pilniczek w ramię, a on zemdlał. Sam opór cholernie jej się podobał.
Wstaje, ociera czerwoną ciecz ze twarzy i uśmiecha się. Tak. Ten wieczór był udany. Zrzuca perukę i zmienia bluzkę. Wychodzi z pomieszczenia. Ugryziony chłopak mija ją na środku parkietu i nie poznaje jej.
Tak. To był dobry wieczór.
Bardzo dobry.
A to dopiero początek.
piątek, 1 maja 2015
Wszystko i nic
Tego uczucia, że świat jest mój. Że mogę mieć wszystko, czego tylko zechcę. Że mogę być kim tylko zechcę.
A nie mogę.
Mój czas jest dokładnie policzony. Nie da się przeciągnąć tej granicy.
Chcę mieć jeszcze tyle.
Chcę więcej czasu. Chcę poznać to uczucie,gdy zasypiam bez cienia strachu, że jutro już się nie obudzę. Chcę poczuć, jak to jest być panem swojego losu.
Chcę wiedzieć, jak to jest żyć normalnie.
A nie mogę.
Znam szpital. Znam obawę, że ten dzień jest moim ostatnim, że jutro nie będę w stanie żyć samodzielnie, że będę w całości uzależniona od innych. Znam strach, że choroba tym razem zwycięży mój organizm.
Tylko takie życie znam.
środa, 29 kwietnia 2015
Egzamin dojrzałości, kurde
Każą nam pod wpływem stresu pisać jakieś wymyślone z kosmosu testy i weź tu wypadnij dobrze, skoro ciągle prześladuje Cię myśl, że te całe absurdalne wyniki będą miały cholerny wpływ na Twoje życie.
Jeśli ktoś uważa, że to normalne, to zapraszam go do kliniki specjalistycznej w mojej głowie, w której pewna moja część jest stałą pacjentką, ponieważ wierzy w ludzkość. Równie dobrze mogłaby wierzyć w wampiry i śpiące królewny, bo efekt byłby ten sam - wierzyłaby w coś urojonego. Wśród narodu coraz więcej debilizmu.
No bo jak inaczej na to patrzeć? Jakiś "nie za zdolny typ", który o tym co pisze nie ma najmniejszego pojęcia, wykuje się na blachę, trafią się zagadnienia, które przy takim sposobie nauczania będą dla niego łatwe i zda dobrze. A ktoś, kto naprawdę ma pojęcie o tym co pisze tego akurat dnia będzie się czuł źle lub coś takiego (nie napiszę, że będzie niedysponowany, bo chłopaki się krwią zaleją ^^) i nie napisze tak dobrze jak napisałby to normalnie. I w ogóle skąd ten pomysł, że matury będą sprawdzać naszą wiedzę ze wszystkich etapów kształcenia? Czyli łącznie z podstawówką i gimnazjum. To chyba największy idiotyzm w tym całym szajsie.
Wróć.
Zapomniałam o maturkach ustnych, że tak to pieszczotliwie nazwę. Bardzo proszę, ministrów, czy kogoś tam przy władzy (nawet prezydenta), żeby w telewizji zaliczył taką maturę pokazując, że to wcale nie jest takie trudne. Niech weźmie nieznany temat i w 15 minut napisze sobie KONSPEKT monologu, który będzie wygłaszać przez 10 minut. Nie zapomnijmy oczywiście o odwołaniach do lektur i innych tekstów kultury :). A potem niech jeszcze zinterpretuje wiersz. Ale niech uważa! Przecież jedno słowo za mało i nie określi tego, co dokładnie chciał przekazać poeta :D. Ale spokojnie. To przecież takie proste :). Czym tu się stresować?
Dobra. Kończę.
Rozpisałam się, a i tak prawie nikt tego nie przeczyta.
Ale co zrobisz? Nic nie zrobisz.
środa, 25 lutego 2015
Krzyk ciszy
" Gdzie dziś marzenia nasze są?
Blizny po szczęściu, oko zaszło mgłą
Mamy bezwietrzny wieczór
Cisza krzyczy szeptem, którego nikt nie umie słyszeć"...
Pih & Miodu - Echo.
Nie wiem czemu, ale zawsze gdy słyszę tą nutę to ciarki mam. Nie żeby była zła. Według mnie jest świetna. Po prostu jest tak prawdziwa, że aż nie da się inaczej.
No bo serio - ilu ludzi w dzisiejszych czasach docenia ciszę? Raczej autor nie o tym myślał pisząc ten tekst, ale mi akurat to przyszło do głowy.
Czy ktoś z was się zastanawiał, czym jest cisza?
Nie jest to nawet brak dźwięku, bo on w niej jest. Tylko na tyle niski, że my go nie wyłapiemy.
Z czego się ona składa?
Ze wszystkiego. Są w niej wszystkie nie wypowiedziane myśli, słowa, które padły, przebrzmiałe dawno krzyki i pełne uczuć milczenie. Jest w niej radość, smutek, gniew i rozpacz.
Zastanów się czasem, co może brzmieć w tej ciszy wokół ciebie. Nie słyszysz tego, ale nad tym pomyśl.
I zacznij zwracać uwagę na to, jak sam się w niej zapisujesz.
Szkoła jak zawsze nudna. No ale wszystko ma swoje dobre strony. Wczoraj był nią teatr. Samą sztukę już widziałam, ale ogólne wrażenie fajne.
wtorek, 24 lutego 2015
Witam w psychiatryku...
A konkretnie w świecie mojego pokręconego umysłu. Nikt z nas nie jest do końca normalny. Kto uważa inaczej - jest chyba bardziej nienormalny niż ja.
Ten blog będzie skupiskiem różnych moich przemyśleń, uwag, ulubionych cytatów i wszystkiego innego, co nie daje mi spać po nocach. Wszystkiego, co składa się na moje dziwne "ja".
Bo czemu nie? Czasem dobrze tak co nieco z siebie wyrzucić. Jak ktoś nie będzie chciał czytać, to go nie zmuszam. A jeśli ktoś odkryje we mnie pokrewną duszę, to i lepiej.
Dzisiaj dużo pisać nie będę. Na to będzie jeszcze czas. Ale jeśli ktoś będzie miał pomysł na małą rozkminkę, to zachęcam do podzielenia się nim. Zawsze to lepsze niż ciągłe gadanie z głosami w swojej głowie.
